środa, 31 sierpnia 2016

Welcome back!

Hellloooo!!! Nawet nie wiecie jak bardzo jestem rozczarowana faktem, że na tym blogu nie pojawiało się nic przez tak długi czas, a tak się składa, że ten czas był najbardziej magicznym okresem mojego życia! 16 sierpnia wróciłam do Polski po drugim, tym razem trzymiesięcznym pobycie w Stanach. Jak dobrze wiecie, wyleciałam z programem Camp America, co okazało się być strzałem w dziesiątkę.

Przez 11 tygodni mieszkałam w Antioch, miejscowości oddalonej 20 minut od szalonego i pięknego Nashville. Pracowałam na campie Widjiwagan jako obozowy fotograf (ale o tym napiszę w innej notce). Poznałam mnóstwo osób z dosłownie całego świata (ahhh, jak sobie to wszystko przypomnę to aż mnie ciary przechodzą) i jestem pewna, że z większością z nich pozostanę w kontakcie przez dłuugi czas. 

Każdy tydzień, ba - co ja gadam - każdy DZIEŃ był przepełniony milionem momentów, o których będę pamiętać do końca życia. Pracowałam po 16 godzin dziennie (a tak naprawdę pracowałam cały czas, bo przecież w nocy też byliśmy z dzieciakami), ale wcale mi to nie przeszkadzało, bo uwielbiałam swoją pracę. Miałam dużo planów związanych z blogiem, ale wcześniej wspomniany brak czasu uniemożliwił mi ich realizację, dlatego też postanowiłam to zrobić teraz - po powrocie. Mam cały notes, w którym zapisałam (i nadal zapisuję) najlepsze wspomnienia, którymi przy okazji chcę się z Wami podzielić (a także chce je tu umieścić/uwiecznić, by zawsze móc do nich wrócić). Także... bądźcie gotowi! Postaram się pisac tu kilka razy w tygodniu, ale zobaczymy jak to z tym będzie :) 


Dajcie znać jesli macie jakieś pytania lub pomysły na notki.
Buziaki!

czwartek, 24 marca 2016

Visa approved... again!!

Czy tylko mi zdarza się nie słuchać własnych porad? Wszystkim osobom, które pytają mnie o wizytę w Konsulacie USA mówię "Spokojnie, nie ma się czym stresować, bądź dobrej myśli, uda się!", po czym sama, kiedy przyszło co do czego, prawie umarłam ze stresu. To aż śmieszne, bo straciłam dużo nerwów przez coś, co jest przecież tylko zwykłą formalnością. 

Do Konsulatu weszłam jako jedna z pierwszych, jeśli chodzi o grupę aplikantów Camp America. W poczekalni na ekranie widniał numerek 129, ja miałam 144. Nie czekałam jednak dłużej niż 10 minut! Mój konsul był chyba jeszcze bardziej sympatyczny, niż ten z 2014 roku. Pytał jak się wymawia nazwę mojego Campu :D, kiedy wróciłam ze stanów, gdzie mieszkałam, a kwestia mojego niestudiowania nie została nawet poruszona (a właśnie to było moją największą obawą). Na koniec powiedział, że moja przygoda będzie zupełnie inna niż ta w stanie Waszyngton, a w okresie letnim w Tennessee można się rozpuścić :D 

Kolejny raz wyszłam z Konsulatu z bananem na twarzy. Tak jak napisałam - wiza to tylko formalność, ale równocześnie jest to też ostatni "duży" punkt do zaliczenia przed wylotem i teraz pozostaje mi już tylko CZEKANIE! W tym roku moją szczęśliwą datą będzie... 13 maja, który równie szczęśliwie wypada w piątek. Piątek trzynastego vs. Lot na inny kontynent. Musi być dobrze... :P


Więcej zdjęć z pochmurnego, ale pięknego Krakowa w rozwinięciu!

sobota, 12 marca 2016

Hit the road, Jack! - ciekawostki USA na tablicach rejestracyjnych?

*czy tylko ja nucę piosenkę za każdym razem, gdy patrzę na tytuł posta?*

Jeżdząc ulicami/autostradami USA spotkamy się nie tylko z niedoświadczonymi kierowcami :), ale też z przeróżnymi tablicami rejestracyjnymi - każdy stan ma swoją własną, oryginalną grafikę. Często zdarzało mi się minąć na autostradzie samochód z rejestracją z Alaski, Californii, czy Nowego Jorku. Co prawda w USA wypożyczanie samochodów to bardzo często spotykane zjawisko, ale tak samo popularne są road tripy, więc zawsze zastanawiałam się jaka jest historia danego kierowcy. Oprócz ciekawej grafiki większość stanów podzieliło się z nami własnymi dewizami lub oryginalnymi opisami, z którymi moim skromnym zdaniem warto się zapoznać. 

Pewnie nie wszystkich ten temat zainteresuje tak jak mnie i doskonale zdaję sobie z tego sprawę, mam jednak cichą nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto uzna tą "ciekawostkę" za... ciekawostkę :)



czwartek, 10 marca 2016

#TBT ostatni dzien w Seattle...

Nie, nie pomyliliście blogów. Zmieniłam kolorystykę, yay! 
Jeśli kiedyś zastanawialiście się jak wygląda szczyt lenistwa, mam dla Was świetny przykład. Uwierzcie lub nie, ale dopiero kilka dni temu rozpakowałam ostatnią torbę z USA... a dla przypomnienia, ze Stanów wróciłam osiem miesięcy temu. Co prawda nie był to żaden bagaż głowny, tylko mała torba, do której wrzuciłam wszystko w kategorii "pierdoły" - nazbierane pocztówki, pamiątki z różnych miejsc, mnóstwo rzeczy z Dollar Store i... moje dwie perełki, czyli karty pamięci! Podczas moich dotychczasowych porządków zawsze przestawiałam ową, jak się okazało, skarbnicę wspomnień w przeróżne miejsca i w końcu zebrałam siły, aby ją otworzyć (bo to przecież tak bardzo wymagająca czynność - otworzenie torby i zobaczenie co dokładnie w niej jest). Ehhhh, ręce opadają. Moje lenistwo/głupota/kunktatorstwo (wohoo, nareszcie nauczyłam się słowa, które idealnie mnie opisuje) rośnie z dnia na dzień. Od razu przypomina mi się moja historia z colą (pamięta ktoś? jeśli nie to zapraszam tutaj), tym razem moje odwlekanie spotkało się jednak z happy endingiem, bo na wspomnianych kartach pamięci znalazłam mnóstwo zdjęć, którymi nareszcie się z Wami podzielę.

Na początek troszkę sentymentalnie. Poniższe zdjęcia pochodzą z dnia, kiedy to po raz ostatni byłam w Seattle. Wybrałam się wtedy na Space Needle i, trzeba przyznać, zakończyłam swoją przygodę z Deszczowym Miastem w sposób magiczny.


Zobaczcie sami.

poniedziałek, 8 lutego 2016

See you soon, Nashville!

Kiedy pisałam do Was w grudniu, dopiero zaczynałam wypełnianie aplikacji Camp America, a teraz... mam już placement (miejsce pracy) i wiem, gdzie spędzę tegoroczne lato!


niedziela, 6 grudnia 2015

Camp America - tak czy nie?

Czym jest program Camp America?
"Camp America to najsłynniejszy na świecie międzynarodowy program studenckiej wymiany kulturalnej. Łączy on przygodę i wakacje w USA z pracą na młodzieżowych obozach letnich lub w rodzinnych ośrodkach wypoczynkowych." 
Wszystkie informacje dotyczące programu znajdziecie na TEJ stronie.

O programie dowiedziałam się dzięki au pairkowej społeczności. Poczytałam opinie, poogladałam zdjęcia i w końcu podjełam decyzję. Dlatego też, uroczyście ogłaszam, że (nawiązując do tytułu notki) moja odpowiedź brzmi: TAKTAKTAK! Chcę polecieć na Camp!

Mam dokładnie takie same odczucia jak wtedy, gdy zaczełam interesować się wyjazdem jako au pair - czy pisać o tym publicznie, na blogu? Czy mam mówić znajomym? A co jeśli się nie uda, nikt nie będzie mnie chciał na swoim Campie, albo (grr) nie dostanę wizy?
Z drugiej strony to wszystko jest zbyt bardzo ekscytujące, by milczeć - nawet gdybym chciała, to pewnie i tak nie byłabym w stanie utrzymać tego w tajemnicy. Trudno, najwyżej się nie uda. No ale w sumie... Co się ma nie udać? Jestem przekonana, że te wszystkie wątpliwości i pytania "a co jeśli..." wynikają z tego, że perspektywa wylotu do USA jest dla mnie tak samo nierealna, jak za pierwszym razem.

Nad CA zastanawiałam się kilka miesięcy temu, po czym stwierdziłam, że odłożę ten pomysł na dalsze lata (dokładnie tak samo było z au pair). Początkiem listopada zmieniłam jednak zdanie, a obecnie jestem już po interview i pracuję nad swoją aplikacją!

Pamiętam, że blog był dla mnie dużą motywacją, jeśli chodzi o wyjazd (sama nie wiem czemu), dlatego też postanowiłam opisywać swoje przygotowania, a następnie (mam nadzieję) ciekawe historie zza oceanu tak samo jak za pierwszym razem :) 
Mam nadzieję, że znów będziecie mnie odwiedzać!

Na koniec wstawiam kilka snapchatowych zdjęć z moich ostatnich dni w Seattle oraz lotu powrotnego do Polski.



PS. Rzucam studia.

Dajcie znać jeśli jest coś, o czym mogłabym dla Was napisać.
Trzymajcie się,
xoxo

poniedziałek, 23 listopada 2015

When autumn leaves start to fall...

"Posprzątaj pokój", "Wyjdź z psem pieskiem(!)", "Opróżnij zmywarkę", "Idź do sklepu"... Ah, (nie) tęskniłam za tym. Ze wszystkich rzeczy, które mogłam dzisiaj zrobić wybrałam tę, o której jeszcze do wczoraj nie pamiętałam, a dzisiaj okazała się być dobrą alternatywą.
Napiszę posta.

Btw. Jeszcze chwila, a w ucieczce przed sprzątaniem zacznę się uczyć. Moje lenistwo zaczyna być większe niż wybór płatków śniadaniowych w USA. 


poniedziałek, 31 sierpnia 2015

2 months later!

Hej! Żyję!
Aż trudno uwierzyć jak wiele zmieniło się, od kiedy nacisnełam "opublikuj" po raz ostatni. Jestem w Polsce już od dwóch miesięcy! Bardzo często ludzie pytają mnie czy tęsknie za USA... Odpowiedź brzmi - NIE.


sobota, 13 czerwca 2015

Wyscig z czasem - part #2!

Hej! Co u Was słychać?
Ja korzystam ze swoich ostatnich dni w USA! Wiem, że jest tu kilka osób, które czytały mojego bloga jeszcze zanim wyleciałam i mam do Was pytanie... Zleciało, no nie?
Dzis 13 czerwca. Zobaczcie jaką notkę dodałam dokładnie ROK temu.
 
 
Dobrze pamiętam jak się wtedy czułam, codziennie stres, ale z drugiej strony z dnia na dzień coraz większa ekscytacja. Jak czuję się teraz?
Spokojnie, mega na chillu. Boję się, że po prostu nie dochodzi do mnie to co ma wydarzyć się 7 lipca. Chciałoby się napisać, że przeraża mnie myśl o powrocie, ale tak nie jest. Strasznie się cieszę i nie mogę doczekać się realizacji wszystkich planów. Jednakże, wiem, że przyjdzie taki dzień, w którym chwycę się za główę i krzyknę WHOAAAA CO JA ZROBIŁAM :D Chociaż... może takiego dnia nie będzie?
Jedno jest pewne, nie ważne co się stanie i tak nie pozwolę na to, żeby jakiekolwiek negatywne emocje towarzyszyły mi przez dłuższy czas.
 
Za niedługo zaczynam się pakować, także życzcie mi powodzenia.
Nie mam pojęcia jak to zrobić. Z drugiej strony nie mogę się doczekać momentu, kiedy otworzę walizki i zacznę tam wszystko wrzucać już nie na próbę, ale naprawdę.
A ten moment nastąpi już w przyszłym tygodniu (z mojego pokoju muszę się wynieść tydzień przed wylotem, bo przyjeżdżają znajomi Hostów z dzieciakami i potrzebują mojego królestwa, bo ma największe łóżko </3, także muszę zacząć się pakować troszkę wczesniej). Spoko, mi to i tak różnicy nie robi, bo wiem, że to tylko 6 nocy, a później będę już spać z najlepszą poduszką na swiecie, której zdjęcie macie poniżej:
 
 
W sumie to dzisiejsza notka jest o niczym (czyt; jest beznadziejna :D),
ale trudno.
 
Do następnego razu,
XOXO

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Co obcokrajowcy wiedza na temat Polski?

Hej! Wczoraj postanowiłam zrobić sobie przechadzkę po Seattle, bo powoli zaczyna do mnie dochodzić to, że tak naprawdę zostało mi już tylko kilka wizyt (jeżdżę tam tylko w weekendy). W planach miałam pójście do dzielnic, w których jeszcze nie byłam, ale jako, że inny pomysł wpadł mi do głowy, to zostałam w Downtown.
O jaki pomysł chodzi?
Zawsze zastanawiało mnie to co myslą/wiedzą o nas obcokrajowcy. Postanowiłam więc to sprawdzić! Zapraszam do oglądania :)
 
https://www.youtube.com/watch?v=qAydncSO2FU
/klik w obrazek/
 
Muszę przyznać, że takie łażenie z kamerą i podchodzenie do obcych było fajnym i ciekawym wyzwaniem i dobrze się bawiłam, chociaż wiadomo, trochę się wstydziłam :D Jestem jednak zadowolona z efektu końcowego, chociaż i tak czekałam na jakies bardziej "kreatywne odpowiedzi", np. kiedyś dowiedziałam się, że Polska to stan w Rosji (chyba już nawet o tym pisałam).
 
Przy okazji wrzucam kilka zdjęć z mojego spacerku!
 
 Poznajecie miejsce z powyższego zdjęcia? :)

W końcu dostałam się do pierwszego Starbucksa! Zawsze jest tam milion ludzi, a kolejka ciągnie się w nieskończoność, a wczoraj wieczorem było tam zaledwie kilka osób. Wohooo!
Powyżej możecie zobaczyć najstarszy drapacz chmur w Seattle.
 
Z racji tego, że dziś 1 czerwca, mogę już oficjalnie mówić -  W PRZYSZŁYM MIESIĄCU BĘDĘ W POLSCE! WRACAM DO DOMU! Wow.
 
Do następnego razu,
Trzymajcie się! :)

wtorek, 26 maja 2015

Let's go for a hike!

Na pewno już Wam to pisałam, ale cóż, potwórzę się - klimat stanu Waszyngton jest niesamowity! Ciężko opisać uczucie, które towarzyszy mi przy wspominaniu momentów, gdzie mogłam doswiadczyć tego piękna w 100%. Przykładowo, wycieczka do Forks byłą jedną z takich chwil. Własnie takie małe miasteczka, zalesione, górzyste, z dużą iloscią jezior i specyficznymi sklepikami moim zdaniem najlepiej oddają ten urok. W sumie to Waszyngton został dosć dobrze zaprezentowany w Zmierzchu, bo pamiętam, że oglądając ten film, za KAŻDYM RAZEM (a uwierzcie, oglądałam Zmierzch miliard razy) jarałam się tym tajemniczym, klimatycznym miejscem (w którym nawet nie marzyłam, aby się znaleźć...).

W ostatnim czasie wybrałam się dwa razy na wędrówkę /hike/ i wtedy również czułam, że to jest "TO" - Waszyngton w najlepszej jego odsłonie.

Na pierwszy hike pojechałam w okolice North Bend, WA do miejsca, które nazywa się Rattlesnake Ledge. Było to na mojej "lokalnej Bucket List" jeszcze zanim tu przyleciałam, więc strasznie cieszę się, że w końcu mi się udało. Zwłaszcza, że hike okazał się być jeszcze bardziej zjawiskowy, niż wyglądało to na zdjęciach... 

J. i E. narzekały na mgłę tamtego dnia, ale moim zdaniem dodawała ona jeszcze więcej uroku :). Więcej przykładów zobaczycie za chwilkę.
Powyżej widzicie szczyt, który jakąs godzinkę później udało nam się zdobyć.

Uwielbiam waszyngtońskie lasy!

Okej, po przepięknym spacerku w końcu dotarłysmy do celu... ♥

Strasznie intryguje mnie miejsce z powyższego zdjęcia, na żywo wyglądało to zjawiskowo, super tajemniczo!

Kolejną wędrówkę zaliczyłam wczoraj. Co prawda nie była już tak niesamowita jak poprzednia, ale i tak uczucie cudowne.

MAGIA

Mam nadzieję, że po całym tym moim roku au pairkowania w stanie Waszyngton udało mi się zmienić zdanie niektórych osób na temat tego miejsca, które, w ich przekonaniu, jest "ponure i smutne". Cóż, chyba nigdy nie słyszałam większych bzdur. Dear WA, I love you!

Do następnego,
XOXO


PS. Chyba nigdy nie przestanę się jarać moją cyfrówką. Najlepszy zakup życia!!!