Long time no see!
Skłamałabym pisząc, że nie miałam czasu na bloga. Miałam, ale po prostu ostatnio byłam na to wszystko zbyt leniwa, a i weny brakowało. Stwierdziłam jednak, że muszę powrócić do chociażby jednej notki tygodniowo, także teraz, korzystając z chwili wolnego zabrałam się do roboty. Jest kilka spraw, które chciałabym omówić.
Pierwsza z nich to moja sytuacja z Host Family. Wiem, że obiecałam Wam oddzielną notkę na ten temat, ale postanowiłam, że nie będę/nie chcę zagłębiać się tu w szczegóły tej sprawy, także napiszę tylko tyle - Zawsze bądźcie szczerzy, rozmowa to klucz do sukcesu! Tak naprawdę duża część mojego złego samopoczucia sprzed kilku tygodni była spowodowana tym, że kłębiłam w sobie negatywne emocje, co doprowadzało mnie niejednokrotnie do bólu głowy. W końcu jednak powiedziałam o wszystkim mojej Host Family i od tego czasu jest o wiele lepiej. Oczywiście, są sprawy, których zmienić się nie da... ale przynajmniej ja czuję się dobrze. Skupiam się tylko i wyłącznie na pozytywach i Wam radzę zrobić to samo, zawsze i wszędzie :).
Kolejną rzeczą, którą chcę się z Wami podzielić, jest relacja z wyjścia do sklepu Molbak's. Na co dzień znajdują się tam dekoracje do domu i ogrodu, ale w okresie świątecznym robi się naprawdę niesamowicie! Wcale nie czułam się tak jak w sklepie, tylko raczej jak na jakiejś świątecznej wystawie, za którą nawet mogłabym zapłacić, bo rzeczy były tam cudowne. Z resztą, zobaczcie sami.
Jak widzicie nie ma się co dziwić, że domy amerykańskie są na święta mega przystrojone, skoro dostępność wszelkiego rodzaju dekoracji jest tak łatwa...
Skoro już jesteśmy w temacie świątecznym muszę Wam napisać, że nie czuję tu magii świąt tak jak w Polsce.. Już nawet nie chodzi o to, że jestem z dala od rodziny i przyjaciół, ale po prostu u nas w kraju Święta Bożego Narodzenia to tradycja łącząca ze sobą ludzi, a tutaj... działalność komercyjna. Niby wszędzie piękne, bajeczne dekoracje, muzyka, eventy, ale brakuje najważniejszego czynnika... Niestety, tutaj liczą się jedynie prezenty. A szkoda.
No własnie, prezenty... Kompletnie nie miałam pojęcia co kupić Hostom... Gorzej niż przed wyjazdem, kiedy szukałam czegoś na powitanie! W sobotę zrobiłam tyle kilometrów w poszukiwaniu czegokolwiek, że aż głowa boli.
Moja trasa: Woodinville (wyjechałyśmy z Natalią) - Bellevue (Polski sklep) - Renton (Ikea) - Woodinville (odwiozłam Natalię) - Redmont (pojechałam do Rossa) - Kirkland (kolejny Ross) - Bellevue (następny Ross haha) - Woodinville (miałam wrócić do domu, ale... ) - Bothell (udałam się do <uwaga> ROSSA) - Woodinville
Odwiedziłam wszystkie możliwe Rossy w okolicy, bo były tam fajne kieliszki do wina z literkami i stwierdziłam, że byłby to idealny prezent dla Hostki (btw. dzięki Paula, że mi o nich powiedziałaś!). Udało mi się odnaleźć jeden, ale brzydszy, nie ten co chciałam... No ale już trudno, nie mam czasu ani $ na coś innego. Poza tym, mam dla niej jeszcze inne rzeczy (ozdobny otwieracz do wina & zestaw świeczek zapachowych). Dla Hosta kupiłam tylko czekoladki z nadzieniem o smaku wódki haha (bo codziennie wieczorem pije kieliszek, fu). Dla D mam książkę z zagadkami, bo zawsze muszę wyszukiwać na telefonie, co przy prędkości internetu nie jest najlepszym rozwiązaniem i do tego kolejną książkę, tym razem o Minecrafcie, bo już kiedyś jak byliśmy w księgarnii to ją oglądał, także chyba trafiłam w dziesiątkę. Dla K kupiłam duży szkicownik, bo się w nim artysta budzi haha, a dla C kupiłam książkę o Japonii, bo skoro uczy się japońskiego (na urodziny dałam mu słownik, który często używa, yeah), to niech się też nauczy trochę o kulturze, a co.
Kupiłam jeszcze sporo kartek świątecznych dla innych członków rodziny i mam całą reklamówkę polskich słodyczy, także jakoś to rozplanuję i będzie okej. Ah, i obecnie przyjechał tu brat Hostki z żoną i córkami (przekochane dzieciaczki, czemu ja się takimi nie mogę opiekować :( Radość z samego patrzenia na nie, takie pięęęękne, ahyyyy, następnym razem lepiej wybiorę :D), więc zrobilam dla nich ramkę ze zdjęciem dziewczynek - wyszła super, a dla samych ślicznotek mam puzzle 3D z księżniczkami Disneya :D.
PS. Wymieniłam się na tydzień pokojami, żeby mieli gdzie spać, także musiałam pożegnać się z moją świąteczną oazą :<
I jeszcze jedno zdanie na temat dnia wczorajszego - spotkanie z Polkami w Seattle jak zwykle najlepsze na poprawę humoru <3.
Yummy.
PS. Wymieniłam się na tydzień pokojami, żeby mieli gdzie spać, także musiałam pożegnać się z moją świąteczną oazą :<
I jeszcze jedno zdanie na temat dnia wczorajszego - spotkanie z Polkami w Seattle jak zwykle najlepsze na poprawę humoru <3.
Yummy.
To tyle.
Do następnego (odezwę się już za niedługo)!
xoxo
xoxo










