wtorek, 24 października 2017

Zostalam konsultantka Camp America!

Hej! Jak Wam się podoba moja systematycznośc na tym blogu? Mi wcale :P Za mną kolejne wakacje w Stanach, tym razem było równie dobrze (a może nawet lepiej) jak w zeszłym roku. Ekipa, z którą przyszło mi pracować była fenomenalna, cieszę się, że poznałam tak wiele wspaniałych osób. Jeśli ktoś będzie zainteresowany to oczywiście mogę napisać tu troszkę więcej na temat mojego tegorocznego pobytu w USA.

Dzisiaj piszę do Was jednak w innej sprawie. Z przyjemnością informuję, że zostałam oficjalnym konsultantem Camp America! Można powiedzieć, że spontaniczna decyzja otworzyła przede mną bardzo ciekawy rozdział życia. Kiedyś to ja byłam aplikantką z mnóstwem (głupich i głupszych przede wszystkim) pytań, teraz znajdę się po drugiej stronie i będę pomagać ludziom spełniać marzenia. :)

Zapraszam wszystkich serdecznie na moją stronę na facebooku, gdzie pojawi się mnóstwo ciekawostek, wskazówek, a przede wszystkim ZDJĘĆ z USA.



O czym najbardziej chcielibyście poczytać? :)
Do następnego! Buziaki.

czwartek, 23 marca 2017

Do trzech razy sztuka - mam wizę, wracam do Stanów!

Hej! Zgadnijcie kto po raz setny nie wywiązał się z obietnicy częstszego pisania! Anyway.. Zamiast setnych tłumaczeń przejdę po prostu do właściwej treści notki. Raz, dwa, trzy - akcja! (studia filmowe się udzielają haha). Okej.
Słowem wstępu: w poniedziałek pojechałam do Krakowa po (trzecią już) wizę... poszło idealnie!


środa, 22 lutego 2017

Nowojorskie refleksje

Nie wiem co takiego ma w sobie Nowy Jork, ale mimo wszystkich swoich niedoskonałości przyciąga mnie chyba najbardziej ze wszystkich amerykańskich miast. Oczywiście, już odliczam dni, tygodnie (no dobra, miesiące) do mojej wizyty w ukochanym Seattle, ale to właśnie Nowy Jork najbardziej siedzi mi w głowie. W zeszłe wakacje, moja wizyta w Nowym Jorku wcale nie należała do najlepszych - poleciałam tam w najbardziej turystycznym (oprócz świąt) okresie, było mega gorąco, mega duszno, tłoczno, no po prostu wszystkiego za dużo! Mimo tego miasto urzekło mnie niesamowicie... Żałuję, że tyle czasu spędzałam w centrum Manhattanu (tam gdzie tych turystów jest najwięcej), zamiast przejść się uliczkami innych dzielnic... No cóż, wszystko przede mną! Wrzucam tu dzisiaj kilka fotek z NYC, czarno białych, bo na kolor nie miałam dzisiaj humoru :)



A tak oprócz tego... czekam na to, aż Camp America przydzieli mi termin spotkania wizowego i jazda! Mniej niż trzy miesiące, i znów będę po drugiej stronie oceanu. INSANE!

Odezwę się jak (jeśli) dostanę wizę, 
xoxo

piątek, 20 stycznia 2017

W zlym miejscu o zlej porze

Hej! Piątek, 12 rano. Wolne od pracy. Nagle chce mi się sprzątać pokój, przeglądać stare ubrania, nawet pomyłam trochę naczyń... Dlaczego? Bo powinnam się już od kilku godzin uczyć :D, ale oczywiście wszystko wydaje się być sto razy bardziej interesujące. 
W każdej sytuacji można odnaleźć zarówno plusy jak i minusy. Minusem będzie mój stres na jutrzejszych/niedzielnych egzaminach. Plusem? Próba ratunku bloga. 
Ostatnio przypomniała mi się śmieszna sytuacja z campu, więc postanowiłam ją tu opisać. Nie jest to nic niezwykłego, nie zmieni ona Waszego życia, ale chętnie to z siebie wyrzucę. Historia, tak jak wskazuje tytuł notki, opowiada o tym jak znalazłam się w złym miejscu o złej porze.

Znalezione obrazy dla zapytania facepalm gif tumblr

czwartek, 19 stycznia 2017

Jak wygladala moja praca na campie i.... jak bedzie wygladac w tym roku?! Wracam!

Hello! Ostatnie miesiace były naprawde dziwnym okresem mojego życia.  Z jednej strony jest dobrze, a z drugiej... co ma byc źle, skoro nic się nie dzieje? Długo zastanawialam się nad swoją bliską i daleką przyszłością i postanowiłam, że wracam na swój camp


środa, 4 stycznia 2017

Chicago part 1!

Happy New Year!
 Miejmy nadzieję, że 2017 będzie najlepszym rokiem dotychczas - takim, o którym będziemy opowiadać wnukom, ba, nasze wnuki będą powtarzać swoim nasze tegoroczne historie. Damy radę? Damy! A tak na serio - uwierzcie w swoje marzenia i nie bójcie się ich spełniać.
***

Okej, przyznam się bez bicia. Nic tu nie dodaję, bo nie potrafię zabrać się za pisanie... mam jednak zdjęcia, którymi chętnie się z Wami podzielę :)
Dzisiaj przygotowałam dla Was fotki z pięknego Chicago, w którym spędziłam prawie tydzień. Udało mi się zobaczyć tam naprawdę dużo, za co jestem mega wdzięczna mojej rodzinie (którą poznałam dopiero na miejscu). Muszę przyznać, że miasto to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Mnóstwo drapaczy chmur, które uwielbiam, a zaraz obok jezioro i plaża, cudo. Teraz wiem dlaczego tak wielu moich znajomych, jeszcze z czasów au pair, najbardziej zachwycało się własnie Wietrznym Miastem.


 Zapraszam do rozwinięcia :)

niedziela, 13 listopada 2016

Co stalo sie z pll-fansite?

Hej! Dzisiaj postanowiłam napisać notkę o tematyce innej, niż zwykle. Będzie ona dotyczyć mojego drugiego, nieistniejącego już (niestety) bloga. Co prawda sprawa nie należy do "najnowszych" i pewnie większość zainteresowanych ma już tą całą sytuację gdzieś, ale mimo wszystko postanowiłam opisać to zdarzenie.


niedziela, 6 listopada 2016

Camp America - jak wyleciec? Warto?

Aaaand I'm back.

Podczas ostatnich porządków znalazlam coś, co stało się świetną motywacją do pisania - mini notes, w którym jeszcze będac na campie uwieczniałam najciekawsze wydarzenia. Oczywiście nie zawiera on wszystkich momentów, bo systematyczności nie brakuje mi tylko na blogu, ale lepszy rydz, niż nic. Ze smutkiem przyznaję jednak, że już niektórych rzeczy nie jestem w stanie sobie przypomnieć i za cholerę nie potrafię rozwinać moich jednozdaniowych zapisków typu "nieskończone banany", "bitwa na miny" (uwierzcie mi, za tymi głupimi opisami na pewno kryło się jakieś ciekawe zdarzenie haha), ale spokojnie, mimo wszystko będzie o czym poopowiadać, so don't you worry.

Zanim jednak przejdę do tych historyjek, postanowiłam zrobić posta "organizacyjnego". Jak się zabrać za taki wyjazd? Jakie są kroki?


Ten wpis kieruję do osób, które są zainteresowane procedurami i same planują wylecieć. Wszystkich pozostałych zapraszam już niedługo, opiszę Wam wtedy mój camp, poznacie jego cechy charakterystyczne, dowiecie się jak wyglądał plan dnia/tygodnia, na czym polegała moja praca i czym różniła się od pracy moich "współpracowników".

środa, 2 listopada 2016

Cisza przed burza

Długo zastanawiałam się jak zacząć tego posta. Czy po raz kolejny napisać, że żałuję, że tu tak rzadko zaglądam? Ileż można! Wiem jednak, że jeśli w najbliższym czasie nie opiszę tu mojego drugiego pobytu w USA, to w końcu o nim cholera zapomnę, a jest to przecież ostatnia rzecz, której bym sobie życzyła. Dlatego też, po raz mam nadzieję ostatni obiecuję, że w końcu wrócę do systematycznego pisania. Liczę jednak na Waszą pomoc - o czym chcecie poczytać w pierwszej kolejności? O samym programie Camp America, o mojej pracy na campie, o dziwnych/śmiesznych/mniej śmiesznych historiach, a może o podróżach? Dajcie znać, a ja w tym czasie postaram się to wszystko jakoś rozplanować, ba, nawet wyznaczę sobie cel - kolejny post już w tym tygodniu.

Zostawiam Was z przedsmakiem zdjęć z jednego z moich po-campowych przystanków - Miami!

środa, 31 sierpnia 2016

Welcome back!

Hellloooo!!! Nawet nie wiecie jak bardzo jestem rozczarowana faktem, że na tym blogu nie pojawiało się nic przez tak długi czas, a tak się składa, że ten czas był najbardziej magicznym okresem mojego życia! 16 sierpnia wróciłam do Polski po drugim, tym razem trzymiesięcznym pobycie w Stanach. Jak dobrze wiecie, wyleciałam z programem Camp America, co okazało się być strzałem w dziesiątkę.

Przez 11 tygodni mieszkałam w Antioch, miejscowości oddalonej 20 minut od szalonego i pięknego Nashville. Pracowałam na campie Widjiwagan jako obozowy fotograf (ale o tym napiszę w innej notce). Poznałam mnóstwo osób z dosłownie całego świata (ahhh, jak sobie to wszystko przypomnę to aż mnie ciary przechodzą) i jestem pewna, że z większością z nich pozostanę w kontakcie przez dłuugi czas. 

Każdy tydzień, ba - co ja gadam - każdy DZIEŃ był przepełniony milionem momentów, o których będę pamiętać do końca życia. Pracowałam po 16 godzin dziennie (a tak naprawdę pracowałam cały czas, bo przecież w nocy też byliśmy z dzieciakami), ale wcale mi to nie przeszkadzało, bo uwielbiałam swoją pracę. Miałam dużo planów związanych z blogiem, ale wcześniej wspomniany brak czasu uniemożliwił mi ich realizację, dlatego też postanowiłam to zrobić teraz - po powrocie. Mam cały notes, w którym zapisałam (i nadal zapisuję) najlepsze wspomnienia, którymi przy okazji chcę się z Wami podzielić (a także chce je tu umieścić/uwiecznić, by zawsze móc do nich wrócić). Także... bądźcie gotowi! Postaram się pisac tu kilka razy w tygodniu, ale zobaczymy jak to z tym będzie :) 


Dajcie znać jesli macie jakieś pytania lub pomysły na notki.
Buziaki!

czwartek, 24 marca 2016

Visa approved... again!!

Czy tylko mi zdarza się nie słuchać własnych porad? Wszystkim osobom, które pytają mnie o wizytę w Konsulacie USA mówię "Spokojnie, nie ma się czym stresować, bądź dobrej myśli, uda się!", po czym sama, kiedy przyszło co do czego, prawie umarłam ze stresu. To aż śmieszne, bo straciłam dużo nerwów przez coś, co jest przecież tylko zwykłą formalnością. 

Do Konsulatu weszłam jako jedna z pierwszych, jeśli chodzi o grupę aplikantów Camp America. W poczekalni na ekranie widniał numerek 129, ja miałam 144. Nie czekałam jednak dłużej niż 10 minut! Mój konsul był chyba jeszcze bardziej sympatyczny, niż ten z 2014 roku. Pytał jak się wymawia nazwę mojego Campu :D, kiedy wróciłam ze stanów, gdzie mieszkałam, a kwestia mojego niestudiowania nie została nawet poruszona (a właśnie to było moją największą obawą). Na koniec powiedział, że moja przygoda będzie zupełnie inna niż ta w stanie Waszyngton, a w okresie letnim w Tennessee można się rozpuścić :D 

Kolejny raz wyszłam z Konsulatu z bananem na twarzy. Tak jak napisałam - wiza to tylko formalność, ale równocześnie jest to też ostatni "duży" punkt do zaliczenia przed wylotem i teraz pozostaje mi już tylko CZEKANIE! W tym roku moją szczęśliwą datą będzie... 13 maja, który równie szczęśliwie wypada w piątek. Piątek trzynastego vs. Lot na inny kontynent. Musi być dobrze... :P


Więcej zdjęć z pochmurnego, ale pięknego Krakowa w rozwinięciu!