Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thanksgiving. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thanksgiving. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 grudnia 2014

Thanksgiving//Black Friday//Andrzejki!

Święto Dziękczynienia... czyli po prostu przeogromna kolacja z gościem specjalnym w postaci kilkunastokilogramowego indyka na czele. Do domu Hostów zjechała się większość rodziny i mimo, że już nieraz ich widziałam, to i tak czułam się trochę przytłoczona sytuacją, ale nie było aż tak źle. Właściwie o samej kolacji nie ma co pisać, chyba że interesują Was fakty typu: kto nabrał sobie najwięcej dyniowego ciasta, kto przewrócił na jasnym obrusie miskę z żurawiną, kto narzekał na za suchego indyka itd, bo tak jak napisałam na początku, tradycja Thanksgiving okazała się kręcić tylko i wyłącznie wokół jedzenia. Przynajmniej u mojej Host Family.
Jest jednak sytuacja, którą chcę Wam opisać. OTÓŻ, 28 listopada, czyli właśnie w ŚD miała urodziny jedna z najważniejszych dla mnie OSÓB, czyli F. Jako, że F. jest niezaprzeczalnie królową mojej rodziny (w PL), zawsze hucznie obchodzimy jej święto. F. co roku ma swój torcik, prezenty, a nawet gości, bo i babcia się zjawia, by złożyć kochanej solenizantce życzenia. Tęsknotę za F. odczuwam każdego dnia, więc fakt, że jej czwarte już urodzinki spędzam kilka tysięcy mil dalej chodził mi po głowie cały czas, o czym opowiedziałam rodzinie hostów (o dziwo nie wzieli mnie za nienormalną) haha! Moja Hostka, jako że ostatnio stara się jak nigdy, postanowiła jedno z ciast (wyglądające jak tort) udekorować czterema świeczkami, zgasiliśmy światła i wszyscy zaczeli śpiewać Happy Birthday F., kiedy ja tego torta trzymałam, by chwilę później w imieniu F. pomyśleć życzenie i zdmuchnąć świeczki. Powiem szczerze, że czułam się trochę głupio z tym wszystkim hahaha, ale z drugiej strony było to coś cudownego!

I jeszcze zdjęcie solenizantki, hahah <3
20 Amerykanów śpiewających dla mojej królewny? Czemu nie!

Black Friday, czyli szaleństwo zakupowe dzień po Thanksgiving. Rano (o 10) udałam się do Targetu i, o dziwo, nie było tak źle (spodziewałam się wiekszych tłumów, ale takie zapewne były w nocy z czwartku na piatek). Poza tym, mieszkam, cytuję, in the middle of nowhere. Następnie pojechalam do Lynnwood mall, a tam już faktycznie było bardziej tłoczno, zwłaszcza przy Macy's, gdzie ludzie musieli stać w kolejce do wejścia (nawet nie chcę pomyśleć co działo się przy kasie).
PS. Co do samych promocji to można było znaleźć fajne rzeczy za mało kasy, dużo sklepów oferowało od 30 do 75% zniżki na niektóre produkty, ale i tak spodziewałam się większych rewelacji. :P


W sumie to nie miałam w planach żadnych zakupów na Black Friday, ale w czwartek rano z ciekawości posprawdzałam promocje w Targecie, bo ten sklep jako pierwszy przyszedł mi do głowy... i zobaczyłam mega okazję na iPada, więc później tak się już nastawiłam na jego kupno, że po prostu musiałąm go dorwać i na szczęście się udało!

Tak, musiałam się pochwalić<3.

Sobota to kolejny ciekawy dzień, bo razem z kilkoma innymi Polkami miałyśmy Andrzejki! Oczywiście, nie zabrakło najpopularniejszych wróżb. W skrócie haha: Mój mąż będzie miał na imię Carter, będzie architektem, z wosku wyszły mi idealne wręcz cienie anioła i smoka (interpretację pozostawiam Waszej wyobraźni), moje życie będzie łatwe i przyjemne i zobaczę wiele nowych miejsc. Nie jest źle :D!


W niedzielę tradycyjnie Seattle z E., a później A. Większość dekoracji świątecznych jest już na swoim miejscu, także mogłyśmy nacieszyć oczy świecącym się na wszystkie możliwe kolory, naszym drugim domem. Enjoy!


Na koniec kilkunastosekundowy filmik, który nakręciłam w sobotę. Nic wielkiego, ale takiego zachodu słońca nie możecie przegapić <3.

Muzyczka z youtuba haha yeah, i tak najlepsza z tych co są do wyboru...

Ostatnio naprawdę dużo się działo, ale na chwilę obecną wszystko jest okej. Chcecie, żebym napisala osobną notkę na temat sytuacji w domu/z Host Rodziną?
Trzymajcie się ciepło,
bye!