Wczoraj mineło dokładnie 100 dni od tego, jak po raz pierwszy postawiłam nogę na amerykańskiej ziemi... Tą setkę traktuję troszkę jak 1/3 czasu trwania programu, bo jestem pewna, że ostatnie dwa miesiące (65 dni) zlecą szybciej niż wszystie wcześniejsze, więc ich nie liczę. Także Kochani, już trochę mam za sobą!
Dużo się działo przez ten czas, zobaczyłam mój wymarzony od wieeeeelu lat Nowy Jork oraz Los Angeles, które (jak już wiecie) skradło mi serce. Pokochałam Seattle, choć czuję że przed nami wyboista droga, bo niestety wizja codziennego zachmurzenia i deszczu coraz mniej mi sie podoba, ale może zima zaskoczy nas tak samo jak lato? Trzymam kciuki.. Jest tu jeszcze mnóstwo zakątków do zobaczenia, także nie mogę się doczekać tego co przyniesie przyszłość.
Za mną dużo wzlotów, które niejednokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy, a także upadków, które były lekcją życia. Lekcją, która ciągle trwa i z której nadal mam zamiar korzystać w 100%.
Poznałam MNÓSTWO ludzi z całego świata, co jest naprawdę wspaniałym uczuciem. Oprócz tego, że uczę się i doświadczam kultury amerykańskiej, to jeszcze cały czas dowiaduję się ciekawostek na temat innych miejsc i sama chętnie dzielę się tymi związanymi z Polską.
No właśnie, Polska. Wiem, że gdzieś już poruszałam ten temat, ale niestety nie pamiętam czy to bylo tu czy na asku, więc jeśli się powtórzę to musicie mi wybaczyć. Otóż, przed wyjazdem miałam o naszym kraju średnie zdanie, teraz jest zupełnie inaczej. Zawsze z dumą mówię o tym skąd jestem, łapię się także na tym, że niewiedza ludzi na temat Polski okropnie mnie irytuje haha. :D Opowiem Wam teraz historię, która strasznie mną poruszyła... Pewnego dnia stałyśmy z dziewczynami na ulicy w University District i rozmawiałyśmy po polsku. Pewien bezdomny wstał i do nas podszedł, pytając czy mówimy po rosyjsku. Odpowiedziałyśmy, że po polsku, na co on odrzekł tylko "Dziękuję". Byłyśmy przekonane, że to kolejna osoba z zerową wiedzą na temat naszego kraju, więc z ciekawości zapytałyśmy "Wie Pan gdzie to jest?", a on z taką widoczną fascynacją w oczach odpowiedział "Czy wiem? Oczywiście, że tak. Polska, piękny kraj, piękna historia. Walczyliście przez tyle lat, atakowali Was z każdej strony, a nadal istniejecie i wspinacie się w górę. Piękny kraj, piękna historia." Uwierzcie mi, tak mnie wtedy zamurowało... równocześnie oczy napełniły mi się łzami zarówno przez poczucie dumny, jak i ze względu na sytuację tego człowieka, którego życie kompletnie zniszczyło, co od razu dało się zauważyc.
Rzecz jasna, jako polacy, mamy wiele powodów do narzekania, ale ja nauczyłam się, że zawsze należy skupiać sią na pozytywach i może zrobić coś w kierunku lepszego? :)
Kolejną kwestią jest tęsknota - to uczucie towarzyszy mi codziennie, ale od jakiegoś czasu sobie z nią radzę. Tęsknię, ale jednocześnie czuję taki spokój... trudno mi wyjaśnić o co chodzi, ale po prostu nawet jakbym chciała się rzucić na łóżko i beczeć do poduszki, to jakoś nie potrafię. Wiadomo, czasem jest ciężko, ale nie po to tu przyjechałam, żeby się zamartwiać cały czas, prawda? :)
Z językiem angielskim sobie radzę, ale w sumie od początku wolałam powiedzieć coś głupiego, niż nic. Szczerze mówiąc nie zauważyłam jakiejś większej poprawy, to znaczy wypowiadam się płynnie, ale nadal robię wielę błędów gramatycznych/leksykalnych czy w wymowie.
Koniec gadania, czas na kilka randomowych zdjęć z ostatnich stu dni, enjoy!
I miss you LA :( :(
Mój najmłodszy bawił się w artystę :D
Nikko<3
To by było na tyle :) Jestem ciekawa co ciekawego przyniesie kolejna setka... Nie mogę się doczekać.
Odezwę się za kilka dni, buziaki!
xoxo
















