czwartek, 13 listopada 2014

Snoqualmie Falls!

Hej! Muszę przyznać, że każdy kolejny weekend zaskakuje mnie coraz bardziej. Uwielbiam to, czuję, że żyję, a co najważniejsze - nie marnuję czasu!
W sobotę znów spotkałam się z moją "polską grupą" i pojechałyśmy nad Snoqualmie Falls. O tym miejscu usłyszałam już podczas mojego pierwszego tygodnia tutaj, ale jakoś nigdy nie udało mi się tam wybrać... a teraz sama zastanawiam się dlaczego, skoro to całkiem blisko, bo jedynie 40 minut samochodem (a już dawno przekonałam się o tym, że jak na amerykańskie odległości, to taką wycieczkę spokojnie można porównać z polskim spacerkiem do Biedronki... nie no, bez przesady, ale uwierzcie mi, jeśli coś jest 40 minut od Was, to znaczy, że jest blisko). Do celu dotarłyśmy późno, bo przed 16:00 i w sumie też nie byłyśmy tam długo, ale jestem pewna, że i tak jeszcze nie raz tam wrócę. Muszę! Kolejnym razem na pewno postaram się przyjechać o wcześniejszej godzinie, aby zejść na dół wodospadu, bo niestety w sobotę nam się to nie udało & już na pewno wezmę ze sobą lustrzankę, bo mimo, że uwielbiam moją cyfrówkę, to niestety Snoqualmie Falls wymaga więcej uwagi i miłości haha :D. To miejsce jest przeeeecudowne! Siła spadającej wody tworzy w powietrzu wielką chmurę, więc stojąc na "balkonie widokowym" już po chwili byłyśmy mokre. Wszystko wygląda naprawdę pięknie, klify, rzeka, drzewa, roślinność... ahhh, właśnie za to ludzie kochają stan Waszyngton. I ja również kocham go bardziej po naszej sobotniej wycieczce. 

Dziękuję za przypomnienie w komentarzach że ci, którzy oglądali Miasteczko Twin Peaks, już na pewno ten wodospad widzieli :)


Po krótkim, lecz jak najbardziej udanym pobycie nad wodospadem, przyszedł czas na, rzecz jasna, coś do zjedzenia. Po długim poszukiwaniu w końcu trafiłyśmy do miasteczka Issaquah. Zaparkowałyśmy na osiedlu, które od razu skojarzyło się dziewczynom z Anglią. Niestety ja, jako że przed wyjazdem do USA nie byłam zbyt ambitną osobą jeśli chodzi o podróże (czego strasznie teraz żałuję) i wszędzie było za daleko/za trudno/za drogo (excuses, excuses...), nie mogłam dołączyć się do dyskusji na ten temat, ale jedno mogłam stwierdzić bez największego problemu - Issaquah, brytyjskie czy nie, jest naprawdę urokliwe! 


Dzień okazał się być peeeeerfect...
a wieczór zapowiadał się równie dobrze! :)
W Seattle jest polska restauracja, w której organizowano imprezę, postanowiłyśmy więc na nią pójść. Wiedziałyśmy, że należy podejść do niej z dystansem i nie oczekiwać nie wiadomo czego, ale... pozytywnie się zaskoczyłyśmy! Około 23 parkiet był już pełny, całość przypominała trochę, cytuję,  "urodziny cioci w remizie na wsi" hahaha., Wybawiłam się na maksa! Miejsce naprawdę świetne, co prawda małe, ale ma wszystko to czego potrzebuję - dobre jedzenie (jestem potworem, wiem), dobra muzyka (no, może nie najlepsza, ale DJ przystojny, więc wybaczam godzinne przejścia między piosenkami XD), POLSKIE PIWO (^^), dobre towarzystwo! Nic, tylko czekać na kolejne partyyyy.
Przed 2 w nocy złapałyśmy z dziewczynami ostatniego busa i pojechałyśmy na noc do S. (szczęsciara mieszka w University District, idealna lokalizacja, jeśli chodzi o Seattle, będę to powtarzać za każdym razem!!).

Jeśli chodzi o niedzielę, było zdecydowanie bardziej spokojnie, rano kościół, później obiadek w Domu Polskim, gdzie właścicielka restauracji po raz kolejny już obdarowała nas pierogami mrożonymi na zapas, hahaha kochana <3. 

PS. Dzisiaj po collegu wybrałam się do International Deli w Bellevue, gdzie można znaleźć mega dużo produktów z Rosji i Polski! Zdziwiłam się, bo jest tam naprawdę wiele rzeczy i po raz kolejny chwytam się za moją pustą głowę, pytając "DLACZEGO NIE POSZŁAŚ TAM WCZEŚNIEJ?". 

Na koniec pozwólcie, że pochwalę się moim biegłym hiszpańskim (dobry joke):
NOS VEMOS PRONTO!

20 komentarzy:

  1. " jeśli coś jest 40 minut od Was, to znaczy, że jest blisko" - ja tę zasadę podporządkowuję również do odległości ode mnie nad ocean, czyli 4 godzinki :P.

    Bardzo podobają mi się zdjęcia, które wrzucasz na bloga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dokładnie! Vancouver ode mnie to rzut beretem! :D
      Dziękuję, mega mi miło♥

      Usuń
  2. Często tęsknisz za domem? Chciałbyś już wracać czy myślisz o drugim roku? Pozdrowionka i słonecznej pogody ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tęęęęsknie bardzo, ale na szczęście nauczyłam się z tym radzić :) Coraz częściej myślę o przedłużeniu.. Dziękuję, również pozdrawiam! Jest słonecznie, ale lodowato hahaa :D Buziakiiiiii!

      Usuń
  3. Pierwsze zdjęcie - magia, magia, magia! *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście klimat Anglii <3 Taka typowa brytyjska dzielnica :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O Boże! Czy to nie jest wodospad z Twin Peaks? ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie!!! Na śmierć o tym zapomniałam! :O Taaaaaaak, to jest ten wodospad <3

      Usuń
  6. Uwielbiam Twojego bloga. Zaglądam tutaj regularnie, mimo, że nie zawsze mogę skomentować, za co przepraszam. Tak poza tym, to PIĘKNE ZDJĘCIA! Serio aż napatrzeć się nie można.
    Mam nadzieję, że niedługo i ja zacznę swoją au pairkową przygodę.
    Do następnego <3
    Pozdrawiam,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, dziękuje, naprawdę straaaaaasznie mi miło :) Życzę powodzenia!
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  7. Zawsze jak czytam Twoje posty uśmiech sam mi się pojawia na twarzy.Kocham Twojego bloga <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Już cię nudziłam o aparat, ale twoje zdjęcia są tak śliczne że muszę spytać w jakim programie je obrabiasz :)?

    OdpowiedzUsuń
  9. Co byś chciała robić jak przedłużysz pobyt na drugi rok i później wrócisz do Polski? Zaczniesz studia, pracę? Wgl to śliczne zdjęcia i uwielbiam twojego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studia i praca na pewno, ale gdzie i co - nie mam pojęcia :)
      Dziękuję bardzo!

      Usuń